wtorek, 6 grudnia 2016

Budapeszt

Ostrzeżenie: To będzie baaaaaaardzo długa notka;p


Wypad do Budapesztu był bardzo spontaniczny. Przyjaciółka na ostatnim spotkaniu narzekała, że chętnie by się gdzieś wybrała, ale nie ma z kim. Zaraz sprawdziłam sobie wolny weekend i ustaliłyśmy, że się zgadamy. W między  czasie druga przyjaciółka dowiedziała się, że ma urlop do wykorzystania i w ten oto sposób zapadła ostateczna decyzja - jedziemy:) Ponieważ ja miałam urwanie głowy w pracy zdałam się zupełnie na dziewczyny. Do wyboru miałyśmy: Budapeszt, Wiedeń i Pragę, która odpadła jako pierwsza, bo jedna z przyjaciółek już tam była. Budapeszt wygrał większym wyborem noclegów w odpowiadającej nam cenie. 
Polskiegobusa z Krakowa miałyśmy przed 23 godziną. Ja jechałam prosto z pracy ale nawet nie byłam zmęczona. Podróż do Budapesztu minęła nam bardzo szybko i spokojnie. Na miejscu byłyśmy chyba po 6 (lub 7) godzinie. Na dworcu autobusowym próbowałyśmy ogarnąć rzeczywistość. Zakupiłyśmy bilety na tramwaj, ustaliłyśmy gdzie mamy wysiąść i gdzie mniej więcej będziemy szukać punktu informacyjnego. I już na samym początku spotkała nas (a raczej mnie) niespodzianka w postaci uroczej gołębiej kupy na moim bucie i jak się jeszcze później okazało płaszczu. Dziewczyny miały ze mnie niezły polew i w sumie później cały czas się z tego brechtałyśmy. Na szczęście miałam ze sobą mokre chusteczki, które raz dwa wybawiły mnie z opresji. Trochę głupio by było łazić z białą plamą na ramieniu. No ale ktoś mi kiedyś mówił, że to na szczęście, więc starałam się w to wierzyć;p 
Gdy już wysiadłyśmy z tramwaju próbowałyśmy się odnaleźć na małej mapie z przewodnika. Szło nam to trochę opornie i w końcu postanowiłyśmy znaleźć nie punkt informacyjny a jakąś kawiarnie. I znalazłyśmy McD i KFC. Ponieważ więcej miejsca było w tej drugiej jakże ekskluzywnej restauracji ;p poszłyśmy tam na kawę. Chciałyśmy kawę z mlekiem, więc dziarsko podeszłam do pana za ladą i poprosiłam: "2 white coffee". I nie mogłam się dogadać z facetem, bo on nie wiedział co to znaczy white. No to mu mówię "with milk", a on się pyta czy chcemy latte czy cappuccino. No dobra, u nas to jest całkiem coś innego, ale w końcu wzięłyśmy latte i było paskudne. No cóż, grunt że było ciepłe. Spędziłyśmy tam trochę czasu, gadałyśmy, ustalałyśmy plan działania, odświeżyłyśmy makijaż i przede wszystkim się zagrzałyśmy. Później się okazało, że nasz punkt informacyjny był blisko tego KFC, a dzięki temu zdobyłyśmy normalną mapę, z którą odnalezienie naszego hostelu było już łatwo.
Kiedy doszłyśmy na miejsce trochę się przeraziłyśmy, bo nazwy hostelu widać nie było, za to ogromnym szyldem był oznaczony klub dla panów;p Nasze drzwi były tuż obok;p Hostel był całkiem spoko - pokój 3-osobowy, mały ale schludny, 2 damskie łazienki i kuchnia z pełnym wyposażeniem. Ponieważ pokój nie był jeszcze gotowy, zostawiłyśmy swoje bagaże i wybrałyśmy się na poszukiwanie jakiejś restauracji (z góry przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale coś mi się popsuł aparat w telefonie:/).




Znalazłyśmy fajną, tanią restaurację. Zamówiłyśmy sobie zupę rybną (rewelacyjna, chyba z karpia, tylko szkoda, że miała ości:/) i zapiekankę ziemniaczaną (była ok, ale bez szału). Po powrocie zrobiłyśmy sobie drzemkę i wyruszyłyśmy na miasto.






Podróż rozpoczęłyśmy od zwiedzenia Bazyliki św. Stefana, a następnie przeszłyśmy sobie po kiermaszu świątecznym. Choć w Polsce taki kiermasz w listopadzie mi przeszkadza, to tam miło było poczuć magię świąt:) Kupiłyśmy sobie po pysznym grzany winie i zmierzałyśmy w stronę Dunaju.







Widoki były piękne:) Z oddali było widać wzgórze zamkowe oraz most łańcuchowy, na który następnego dnia się wspięłyśmy i robiłyśmy sobie zdjęcia;p Przechodząc rzez most podziwiałyśmy nocne widoki i kierowałyśmy się w stronę zamku. 





Gdy wyjechałyśmy na górę zobaczyłyśmy jeden z piękniejszych widoków tego miasta. Wszystkie razem stwierdziłyśmy, że jest to bardzo romantyczne miejsce idealne na oświadczyny:) Nie mogłyśmy się nacieszyć tymi widokami. Teren zamku jest ogromny i kiedy w końcu z niego wyszłyśmy zobaczyłyśmy Basztę Rybacką wraz z Kościołem św. Marcina. Dożyłyśmy do brzegu Dunaju, z którego zobaczyłyśmy oświetlony parlament.




Ponieważ było już późno wróciłyśmy kolejnym mostem do domu.


Dworzec PKP

Kolejny dzień rozpoczęłyśmy od zwiedzania Hali Targowej, gdzie można znaleźć mnóstwo warzyw i owoców, mięs, salami i różnych przetworów. 



My skupiłyśmy się na poszukiwaniu papryczek, a raczej znalezieniu tych najtańszych;p Ja kupiłam sobie zestaw papryki ostrej, słodkiej i wędzonej oraz szafranu. Później wybrałyśmy się do kawiarni, gdzie znowu zaskoczyło nas podanie kawy latte - w filiżance. Do kawy zamówiłam sobie pyszną tartę ze słonymi orzeszkami ziemnymi i karmelem - pychota, choć meeega słodkie. 
Niedaleko Hali targowej znajduje się Muzeum Narodowe, które chciałyśmy zobaczyć z zewnątrz, bo nie miałyśmy aż tyle czasu na zwiedzanie. 





W dalszej kolejności postanowiłyśmy zobaczyć widoki ze Wzgórza Gellerta. U jego podnóża znajduje się skalna kaplica, która robi wrażenie. 







Wspinaczka na górę daje mnóstwo frajdy, zwłaszcza, że im wyżej tym widoki bardziej zapierają dech w piersiach:)











W drodze powrotnej zatrzymałyśmy się na kiermaszu, żeby spróbować drożdżowych placków smażonych w głębokim tłuszczu z czosnkiem, serem żółtym i śmietaną. Dziewczynom to nie smakowało, a mnie tak, choć nie powiem mogłoby być więcej czosnku;p Na resztę wieczoru miałyśmy ambitne plany pójścia na imprezę, ale jak doszłyśmy do hostelu - padłyśmy jak muchy;p
Ostatniego dnia wybrałyśmy się na Plac Bohaterów oraz Lasek Miejski.










Wróciłyśmy sobie metrem i poszłyśmy w stronę Parlamentu, który chciałyśmy zwiedzić. W przewodniku było napisane, że zwiedzanie jest darmowe, natomiast na miejscu na tablicy informacyjnej było napisane całkiem co innego. Chciałyśmy się kogoś o to zapytać, ale kolejka była ogromna i zrezygnowałyśmy z tego pomysłu. 









Kolejnym punktem naszego programu miało być zwiedzanie Wyspy Małgorzaty, ale trochę zgłodniałyśmy. Szukałyśmy jakiejś restauracji, ale że była to niedziela było to niezwykle trudne. Na szczęście znalazłyśmy McD. Tamtejsze zestawy są dużo bardziej opłacalne niż nasze 2forY, bo za mniej więcej tą samą cenę mamy tam kanapkę, napój i frytki. Za to nasz kurczakburger jest dużo lepszy;p
Na wyspie znajdują się ruiny klasztoru, rekonstrukcja kościoła św. Michała, mini Zoo, obiekty sportowe i inne. Przez całą długość wyspy znajduje się ścieżka dla biegaczy. Wiosną i latem musi być tam pięknie.




Ogólnie tego dnia było bardzo zimno i strasznie pizgał wiatr. Zmarzłyśmy niemiłosiernie, więc wstąpiłyśmy do pierwszego lokalu, który odpowiadał nam celowo - pizzeria;p Pewnie mało to Węgierskie, ale i tak pizza była znakomita. Po jedzeniu udałyśmy się na msze świętą - dziwnie jest siedzieć i nic nie rozumieć. Język węgierski jest dziwny;p Na zakończenie udałyśmy się jeszcze do hostelu na szybką kawę i trzeba było zabrać swoje rzeczy i wracać do rzeczywistości:/ Podróż powrotna nie była już tak przyjemna - strasznie zmarzłam w autobusie, do tego staliśmy w korku gdzieś na Słowacji, bo zima zaskoczyła kierowców. To opóźnienie sprawiło, że w domu byłam dużo później i nie zdążyłam się przespać przed nocką, no ale to szczegół;p

Co ogólnie jeszcze zapamiętałam z Budapesztu...? Jest tam strasznie dużo bezdomnych, którzy spali gdzie tylko mogli - na ławkach, pod drzwiami. Mieli własne materace lub takie legowiska i tak spali w przejściach podziemnych i innych miejscach. Był to dla nas szok.

Cała podróż kosztowała mnie 360 zł, co wg mnie jest niewiele jak na nocleg, dojazd, wyżywienie i pamiątki. Z chęcią wybrałabym się do Budapesztu latem:)




(mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam;p). 

62 komentarze:

  1. Nawet nie taka długa notka, zleciało jakoś ^^ Cóż, masz piękne wspomnienia, za wcale nie aż tak dużą cenę :) Najpiękniejsze chyba te widoki z Góry Gellerta. Może kiedyś sama się tam wybiorę:) I Mac zawsze spoko, kiedy pojawi się na trasie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba w życiu nie wstawiłam dłuższej;p No może ewentualnie z Gdańska;p
      Wspomnienia mam piękne:) A widoki - na żywo dopiero zapierały dech w piersiach. No i jakbyś zobaczyła zdjęcia moich przyjaciółek - duże lepiej przekazują te piękne miejsca niż moje zdjęcia.
      Polecam jak najbardziej zwiedzić Budapeszt:) Cudowna odskocznia od rzeczywistości:)

      Usuń
    2. Zdjęcia też robią swoje :) Ale pociesz się, że ja nieraz drukuję takiej długości pisane notki i wtedy dopiero jest panika, czy nikogo nie zanudziłam xD
      Wyobrażam sobie! Myślę, że z pewnością odwiedzę kiedyś te miejsca :)

      Usuń
    3. W tego typu notkach zdjęcia są najważniejsze:) Ja uwielbiam oglądać zdjęcia z czyichś podróży - zawsze to taki mały teoretyczny wypad;p
      :)

      Usuń
    4. Jasne! Przecież nieraz mówią więcej, niż słowa, czyż nie? :)

      Usuń
    5. Zdecydowanie masz rację:)

      Usuń
    6. Czasem mi się uda xD

      Usuń
    7. Hehe:-P A nie masz zawsze racji?

      Usuń
    8. Tylko wtedy, kiedy rozmawiam z mężem xD

      Usuń
    9. Hehe;p To obowiązkowo;p

      Usuń
  2. Rzeczywiscie koszt wycieczki byl maly. Moze mi sie uda kiedys pozwiedzac Budapeszt. Moj maz najchetniej wakacje by spedzal w egzaotycznych krajach. Mi sie marzy Ukraina, Litwa i wchod Europy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Egzotyczne kraje też mają swoje uroki;p Ukraina też mi się marzy:)

      Usuń
  3. Bardzo ładnie jest tam, nawet się nie spodziewałam ;) Spodobało mi się zwłaszcza miasto nocą, ale w okresie świątecznym jak jest tyle lampek to wszędzie jest ładnie :D
    Oprócz tego spodobał mi się budynek Parlamentu i ta piękna zielona trawa :D Jak oni to robią o tej porze roku? :D Tam wygląda jakby było lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam bardzo zaskoczona. Wiele osób mówiło mi, że Budapeszt jest ładny, ale tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. A tu takie miłe zaskoczenie:) Nocą cudownie się zwiedzało to miasto:) Sporo czasu właśnie spacerowałyśmy otej porze dnia:)
      Nie mam pojęcia jak Oni to robią, ale to jest trochę inny klimat niż u nas i może dlatego. Szkoda, że nie udało się nam go zwiedzić, ale jest pretekst do powtórnego przyjazdu;)

      Usuń
    2. Aż szkoda czasu być zmęczonym podróżą chociażby ;p Ja już dawno nie byłam na takiej wycieczce, a za granicą to już w ogóle ;p Był problem z dogadaniem się z ludźmi? :)
      Tam jest cieplej? Wiesz, ja jestem cienka jak równik z geografii ;)

      Usuń
    3. No szkoda, szkoda;p I powiem Ci, że ja nawet zmęczona nie byłam (póki się nie położyłam ;p).
      Nie było problemu. Mówiłyśmy łamanym angielskim;p Oni sami też mają z tym językiem problem;p (pewnie nie wszyscy).
      Może nie jest cieplej, ale Węgry są te parę stopni niżej położone niż Polska, a przez to tam jest klimat trochę łagodniejszy (a przynajmniej coś takiego mówiła mi przyjaciółka).

      Usuń
    4. Mnie kiedyś gościu spytał czy mówię po angielsku w sklepie to mu odpowiedziałam: "Broken english" i zaczął się śmiać ;p
      Hm... to w takim razie może kiedyś wyemigruję właśnie tam ;p Tam jest w miarę spokojnie chyba politycznie i społecznie :)

      Usuń
    5. Hehe;p Nie wpadłabym na to;p Grunt, że zrozumiał;p
      Nie mam pojęcia, bo polityką średnio (a raczej wcale) się nie interesuję. Ale węgierski jest masakryczny. Przyjaciółka stwierdziła, że na jej ucho to jest połączenie twardego niemieckiego z chińskim;p

      Usuń
  4. Absolutnie nie zanudziłaś. Ja tez planuję podróż do Budapesztu na kilka dni więc miło mi się czytało :) Z tymi bezdomnymi mnie zaskoczyłaś :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju... nawet nie wiesz, jak ja Ci zazdroszczę! Cały czas w domu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zostać nianią, a Ty się wybierzesz z gdzie z mężem;)

      Usuń
    2. Na dwadzieścia dni przed porodem nie powinnam się szlajać po świecie ;P Ale dzięki za propozycję :)

      Usuń
    3. Hehe:p No rzeczywiście w takiej sytuacji to nie jest najlepszy pomysł. Ale w przyszłości - pamiętaj o tym;)

      Usuń
  6. Jejuu tak tam fajnie :) I za taką cenę :D To jakbyś gdzieś u nas pojechała to byłoby drożej :P Kurczę też bym się tam wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie u nas wypad gdziekolwiek wyszedłby drożej, ale to nie zmienia faktu, że po Polsce też lubię podróżować:)
      To na co czekasz? Spontan jest najlepszy:)

      Usuń
    2. W grudniu nie ma szans - wszyscy bez kasy :D no w sumie nie lubię podróżować jak jest zimno. Zdecydowanie wolę jak jest w miarę ciepło czy wiosna lub jesień :)

      Usuń
    3. No to do wiosny bliżej niż dalej :-P

      Usuń
    4. Ale zima zawsze niesamowicie mi się dłuży :p

      Usuń
    5. Może akurat ta zleci szybko;p

      Usuń
  7. Kurcze, faktycznie przeszłaś samą siebie z długością notki ;p Aczkolwiek widać, że Ci się podobało! Jestem pod wrażeniem kwoty jaką wydałaś, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym mogła to bym wstawiła jeszcze więcej zdjęć;p
      Tak wiele, za tak niewiele;)

      Usuń
  8. Spontaniczne wypady są chyba najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzy mi się taki wypad z moimi dziewczynami, ale to chyba pozostanie na zawsze w sferze marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego? Wystarczy ustalić wspólny termin i kupić bilety:)

      Usuń
  10. Nie znudziłaś, nie znudziłaś kochana! Super wycieczka, zupki rybnej nigdy nie kosztowałam i nie wiem czy by mi posmakowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta była pyszna, ostra i w smaku nie przypominała czegoś rybnego. Za to po zapachu można było poznać co to jest:p

      Usuń
  11. Ale piękny widok tego zamku nocą. :) mega mega mega.
    W ogóle całe miasto bardzo ładne. :)
    Takie spontaniczne wypady są najlepsze, zdecydowanie. :D
    A 360 zł to w sumie tyle co nic. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej nie całe miasto, ale jego główna część. Jednak to nie zmienia faktu, że jest piękne:)
      Oby więcej takich wypadów:)
      No tak mi się właśnie wydaje:)

      Usuń
    2. No o to mi chodziło. :) na zdjęciach magicznie wygląda.
      Na pewno jeszcze nie jeden wypad zaliczycie. :)
      Tak jest :D

      Usuń
    3. Zdecydowanie magicznie :-)
      Pewnie tak, ale nie zawsze jest to łatwe do zorganizowania.
      :-)

      Usuń
    4. No noe jest :) ale podobno dla chcącego nic trudnego :)

      Usuń
    5. I trochę w tym prawdy jest;p

      Usuń
  12. Zupa rybna... jak zup robić nie umiem a probowałam.... tak jedna wyszła mi naprawdę nieżle i to była rybna zupa... pyszna ale zaginął mi przepis a i przypomnieć sobie nie moge jakieś to ryby tam miałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe:-P Raz się udało i pech chciał, że przepis zaginął :-P Złośliwość losu.

      Usuń
    2. no to nie jeden przepis co mi uleciał... na przykład herbatę sie gotuje chwilę mleko miód/cukier + przyprawy pamiętam gałkę muszkatołową ale reszty ani proporcji ni w ząb... a szkoda bo to super było i smaczne i świetnie rozgrzewało... a miałam na blogu opublikować, powinnam tak zrobić to by był do wglądu

      Usuń
    3. Hehe;p No szkoda, że nie opublikowałaś. Ja przepisy jakie mi się podobają dodaję do zakładek.

      Usuń
  13. W Budapeszcie byłem tylko raz i to przejazdem.. Mam w planach jakiś wypad weekendowy do tego miasta. Tak samo do Wiednia. Uwielbiacm kuchnię Węgierską! Gulasz mógłbym jeść codziennie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam jak najbardziej, bo jest tam pięknie :-)

      Usuń
  14. oj,ale super relacja. Zazdroszczę jeszcze bardziej:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. To nie tak drogo - ja za weekend w Krakowie zapłaciłam chyba dwa razy tyle. :P Zazdroszczę takiego wyjazdu, z chęcią sama bym się gdzieś wybrała. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Byłam w Budapeszcie kilka lat temu i wspominam ten wyjazd bardzo dobrze. Chętnie wybiorę się ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chętnie bym tam pojechała ponownie:)

      Usuń
  17. Może i notka długa, ale bardzo dobrze się czytało - masz dar do takich ciekawych opowieści. Rozbawiło mnie trochę to paskudne latte :) Niestety, mnie się dość często ostatnio zdarza, że dostaję w różnych lokalach nie to, co chciałam, ale cóż takie to uroki życia za granicą bez dobrej znajomości języka ;) Zazdroszczę wycieczki, też chciałabym zwiedzić Budapeszt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć:)
      Polecam się tam wybrać:)

      Usuń
  18. Budapeszt moimi "oczami" -> http://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2014/10/budapeszt-tez-jest-ciekawy.html

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Aveline Gross