Każdy człowiek prędzej czy później spotyka się ze śmiercią jakiejś osoby - bliższej lub dalszej i każdy reaguje inaczej. Oczywiście śmierć kogoś bliskiego jest najbardziej bolesna. Ja pierwszy raz ze śmiercią spotkałam się podajże w 2 klasie podstawówki - wtedy zmarł mój dziadek. Ponieważ byłam dzieckiem, było mi smutno, ale nie przeżywałam tego jakoś bardzo (z tego co pamiętam). Później umierali kolejni członkowie rodziny - ja będąc starsza, bardziej dojrzalsza i zżyta z ludźmi przeżywałam śmierć głębiej i bardziej boleśnie. Najbardziej dotknęła mnie śmierć kuzyna, który zmarł mając 26 lat. W sumie do tej pory nie pogodziłam się z tą śmiercią...
Obecnie jako pielęgniarka mam bardzo częsty kontakt ze śmiercią - niestety czasami zbyt częsty. Pracuję na oddziale internistycznym (tzw. wewnętrzny), który przez większość dni w roku przypomina oddział geriatryczny. Bardzo często średnia wieku pacjentów to 60+, a to się wiąże z wieloma chorobami i to bardzo poważnymi - niewydolności serca, rozsiewy nowotworowe... Na nasz oddział bardzo często trafiają pacjenci po zabiegach operacyjnych, bo chirurdzy "naprawili" to co mieli "naprawić" a dalsze leczenie przerzucają do nas...
Ale wracając do tematu - śmierć na naszym oddziale jest powszechna. Zdarzają się dni, kiedy odprowadzamy na tamtą stronę nawet 2-3 pacjentów... Nie jest to przyjemne pod wieloma względami... Co czuje pielęgniarka w chwili śmierci pacjenta? Wypowiem się tylko w swoim imieniu. Na oddziale (i w zawodzie) pracuję ok. 1,5 roku i przez ten czas nie przyzwyczaiłam się do śmierci innych osób i nie wiem, czy można do tego przywyknąć... Ale co czuję? Może to głupio zabrzmi, ale ulgę, bo wiem że dana osoba nie będzie już dłużej cierpiała. A niestety bardzo często zamiast ulżyć umierającym to lekarze przedłużają cierpienie pacjentom bezsensownym leczeniem (ale to jest temat na całkiem inną notkę).
Śmierć jednych pacjentów przeżywam bardziej niż innych - to chyba przede wszystkim zależy od wieku, bo im starsza osoba tym ten szok jest mniejszy oraz od stanu zdrowia - jeżeli ktoś został przyjęty w ciężkim stanie zdrowia to jestem wstanie nastawić się na najgorsze, szokiem są nagłe pogorszenia...
Śmierć jest nieunikniona, ale należy podejść do niej z szacunkiem. Ja staram się to robić jak najlepiej umiem.
Weselej na położnictwie :) Tam tylko nowych ludzi przybywa! :)
OdpowiedzUsuńDokładnie :) gdybym była pielęgniarką, wybrałabym pracę na położnictwie - witałabym nowych ludzi na świecie :)
UsuńNo cóż, jak szukałam pracy etat był tylko na wewnętrznym. Brałam co było.
UsuńChociaż zdarza się, że jest komplikacja. A jeszcze u nas w Warszawie taka smutna sytuacja miała miejsce. Karetka przewoziła noworodka w stanie krytycznym do innego szpitala i wjechała w nich taksówka. Wygrzebywali dzidziusia z inkubatora, pielęgniarka opiekująca się nim jest w stanie krytycznym. Masakra :( Niby każdy ma prawo do życia, ale sobie tak pomyślałam, że już lepiej by było, jakby wypadek miała karetka przewożąca starszą osobę, a nie takiego maluszka, który dopiero co się urodził :(
UsuńWłaśnie przeczytałam, że ten maluszek zmarł :(
UsuńFajna notka, aczkolwiek nie zgadzam się z tobą. Myślę, że warto leczyć się do ostatniej chwili. Ilu było ludzi, którzy pokonali raka? Czasami warto spróbować, może się uda
OdpowiedzUsuńyollowe.blogspot.com
Ja nie mówię o leczeniu, które może przynieść jakąś poprawę, ale o tzw. uporczywej terapii. To są 2 różne sprawy.
Usuńmój brat ma idealne podejście, śmierć to naturalna kolej rzeczy i traktuje ją naturalnie. Ja za bardzo przeżywam, nie mogłabym tak pracować...
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Jest w tym sporo racji, chociaż nie z każdą śmiercią jest się latwo pogodzić.
UsuńŚmierć to kolejny etap, ale ciężko się nam z nią pogodzić, zwłaszcza gdy odchodzi ktoś bliski. Nie mogłabym być pielęgniarką, jestem zbyt emocjonalna i wiem, że każda śmierć bardzo by mnie przybiła. Podziwiam Cię.
OdpowiedzUsuńZe śmiercią bliskich zawsze trudno się pogodzić.
UsuńJa też jestem emocjonalną osobą i pewnie gdybym pracowała na onkologii lub na dziecięcym z ciężkimi stanami to ryczałabym jal bóbr. Tutaj łatwiej pogodzić się ze śmiercią starszej osoby.
śmierć niby oczywista oczywistość ale w tym roku miesiąc po miesiącu odeszli dziadkowie ze strony taty i ciężko to zniosłam...
OdpowiedzUsuńŚmierć bliskich jest bardzo dotkliwa. Współczuję.
Usuńano to prawda...
UsuńJa chyba nie mogłabym pracować w takim zawodzie. Temat śmierci nie jest mi (na szczęście) bardzo bliski. Straciłam dziadków od strony mamy, ale byłam wtedy mała... Chyba nawet niewiele jeszcze rozumiałam z tego co się stało. "Straciłam" również dziadka od strony taty, jednak jego nie znałam w ogóle, ponieważ mój tato nie utrzymywał z ojcem kontaktu. A teraz nawet nie chcę myśleć jak przeżyłabym śmierć kogoś bliskiego
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jeszcze przez długi czas nie będziesz musiała mieć styczności ze śmiercią.
UsuńTo nie byłaby praca dla mnie, najgorsze dla mnie byłoby informowanie rodziny pacjenta o tym że zmarł.
OdpowiedzUsuńJa też zdecydowanie nie sprawdziłabym się w takiej pracy :( Niestety to smutne ale zgadzam się, że czasami już lepiej nie patrzeć na cierpienie i pozwolić komuś odejść w spokoju...
UsuńInformowanie rodziny o śmierci należy do lekarzy.
UsuńTak, patrzenie na cierpienie osób i to przez długi czas jest bolesne.
Ja pamiętam, że to przeżywałam, gdy ktoś umarł, jak leżałam w szpitalu na oddziale laryngologii...
OdpowiedzUsuńChyba nie nadawałabym się do takiej pracy...
Pozdrawiam.
No moja praca jest ciężka pod wieloma względami.
UsuńTrzeba mieć w sobie dużo siły, dużo odwagi żeby pracować tam gdzie stykamy się z tym co czeka na nas wszystkich...
OdpowiedzUsuńTak, to prawda.
Usuńpodziwiam Cię! ja nie potrafiłabym. Bardzo ciężka ale i wspaniała na swój sposób praca. w końcu nie ma niczego piękniejszego na ziemi niż uratowanie komuś zycia! :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i życze dużo siły!
http://czynnikipierwsze.com/
To prawda ciężko przyzwyczaić się... co do śmierci bliskich osób to jest to trudne doświadczenie zwłaszcza gdy odchodzą w młodym wieku, podobnie ja nie pogodziłam sie ze śmiercią kuzyna młodego przystojnego faceta który mógł spokojnie sobie życie ułożyć i co? I jak sie z tym pogodzić?
OdpowiedzUsuńTemat eutanazji to ciekawe zagadnienie może nei wypada ale przytoczę tu własne swoje doświadczenie jeśli jest nie na miejscu to przepraszam:
Ale od początku miałam kota miał na imię Opiłk mega kochałam to zwierzątko które zachorowało więc zwiedziłm z nim nie jedną klinikę.... był czas kiedy powinnam podjąć decyzje właściwą a jednak przez głupią miłość podtrzymywałam przy życiu wożąc na kolejne kroplówki przedłużałam jego cierpienie on tak bardzo chciał odejść. Uważam że decyzje podjęłam stanowczo za póżno. Jaki to ma zwiazek z wpisem?
Źle pojmowana miłość która tu zachacza o sadyzm skoro wiemy że na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie pomóc to decyzja powinna być jedna chumanitarna. Polskie prawo - dura lex sed lex - twarde prawo ale prawo tego nie przeskoczymy
Nie potrafiłabym pracować w Twoim zawodzie. A najgorzej chyba mają pielęgniarki pracujące z dziećmi..
OdpowiedzUsuńCiężka sprawa, ale w takim zawodzie trzeba jednak trochę dystansu, takiej pełnej świadomości, że może ta osoba miała już odejść, może teraz jest jej lepiej, bo w kocu nie cierpi - ani ona, ani jej rodzina... No i taka ogólna świadomość, że ludzie w szpitalach umierają często, że śmierć jest konsekwencją wielu chorób, niechcianą może, ale i czasem nieuniknioną.
OdpowiedzUsuńNadrobiłam trochę zaległości u Ciebie, nawet Instagrama zaoobserwowałam :) Fajne te pojemniki na przyprawy, aczkolwiek dla kogoś kto nie ma całej kuchni dla siebie a dużo gotuje może to być niemały problem ;) Jednak słoiczki zajmują więcej miejsca niż saszetki. Ale gdy będę miała własną kuchnię to na pewno albo pojemniczki albo własnoręcznie zrobione słoiczki wykorzystam. Jedzonka też fajne, sałatka z kaszą czy deser ala Snickers :) Ślinka leci a tu środek nocy... :)
Pozdrawiam! :)
Poruszyłaś bardzo ważny temat. Ja nie wiem czy bym potrafiła pracować w takim zawodzie... dlatego tym bardziej podziwiam osoby, które się na to zdecydowały.
OdpowiedzUsuńZ chęcią dołączam do obserwatorów :)
Trudny temat i niełatwa praca. Z pewnością wymaga sporej odporności psychicznej. Ja mam tak silną empatię, że nie wiem, czy dałabym radę.
OdpowiedzUsuńCiężki temat niestety.
OdpowiedzUsuńJa raczej jestem neutralna... Nie przeżywam jakoś bardzo, jest mi smutno moze, ale nie siedzi mi to w głowie..
Nie umiem sobie wyobrazić, jak ja czułabym się na Twoim miejscu. Życzę Ci dużo siły do dalszej pracy.
OdpowiedzUsuńNie wiem jak zniosłabym taką sytuację, dlatego nie podjęłam się studiów pielęgniarskich..
OdpowiedzUsuńlekarze i pielęgniarki to zawody jedne z ważniejszych i wiadomo, żeby podjąć się takiego zawodu człowiek musi być przygotowany na wszystko.. ale jesteśmy ludźmi więc normalna sprawa, jak czyjaś śmierć (osoby obcej) uderzy w nas naprawdę mocno. Ja podziwiam Ciebie, bo ten zawód to nie 'byle co'. Wytrwałości Ci życzę! ♥
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim śmierć to temat tabu. Nie umiem o niej rozmawiać, wstydzimy się, wycofujemy...Jakkolwiek to dziwnie i brutalnie zabrzmi, chyba w takich zawodach jak Ty trzeba być odpornym. Tak, też nie wierzę, że można się przyzwyczaić
OdpowiedzUsuńMyślę, że do śmierci drugiej osoby po prostu nie można się przyzwyczaić. :/
OdpowiedzUsuńprzeczytalam ostatnio ksiazke mali bogowie i mysle ze moglabys napisac lepszą
OdpowiedzUsuńW 2 klasie? Wcześnie, ale śmierć przychodzi (nie)spodziewanie. Mój dziadek zmarł jak byłam w klasie szóstej i strasznie to przeżywałam. Dobiła mnie dodatkowo strata przyjaciółki.
OdpowiedzUsuńMimo, że również będę pracowała w szpitalu to niestety ja bym nie dała rady pracować jako pielęgniarka i być świadkiem śmierci. Pewnie z czasem by się przywykło, ale ja mam za słabe nerwy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam
Nie dałabym rady psychicznie pracować w szpitalu i stykać się ze śmiercią pacjentów :/ Miłego dnia !
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że im więcej się obracamy w jakimś temacie tym niestety on nam powszednieje. Tak może być z długami, śmiercią, chorobami oraz innymi rzeczami. Mimo wszystko trzeba widzieć w tym wszystkim też ludzi i nie zapominać o empatii. Nie wiem jak ja bym się w takim zawodzie znalazła, raczej wolę psuć strony :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że ja nie umiałabym sobie z tym radzić - potrzeba dużego hartu ducha, żeby wykonywać zawód, w którym śmierć jest na porządku dziennym. Dlatego bardzo podziwiam lekarzy i pielęgniarki...
OdpowiedzUsuńteraz wyszla jeszcze jedna kasiazka ktora musze przeczytac, o losach lekarza
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię! Ja bym na pewno wysiadła psychicznie. Ja nawet nie mogę czytać o śmierci...
OdpowiedzUsuń